26 lutego 2017

Część I Rozdział II: Towarzysz serc.

- Shisui – odezwała się Hiroe, owijając się szczelniej satynowym szlafrokiem i wpuszczając mężczyznę do środka. 
– Niespodziewana wizyta o tej porze nie jest w twoim stylu.
- Najwidoczniej jakiekolwiek zacieśnianie kontaktów też nie jest w twoim stylu. Nawet po setnej randce – odburknął, zostawiając kurtkę w holu i podążając w stronę pokoju gościnnego. – Myślałem, że się odezwiesz.
- Chyba nie tylko dlatego wpadasz tutaj w środku nocy.
- Nie tylko. Postanowiłem porozmawiać o obecnej sytuacji politycznej przy blasku świec. 
Shisui był przystojnym, młodym mężczyzną, z okalającą twarz ciemnobrązową czupryną, ale pomysły miał za to głupie i nieprzewidywalne, a język cięty do granic możliwości. Niestety właśnie tego się od siebie nauczyli.
- …Napijesz się czegoś?
- Czegoś ciepłego. Wychodziłaś na zewnątrz? Dłonie mi skostniały od tego zimna...
- Pokaż. - Shisui wzdrygnął się, gdy Hiroe chwyciła jego lodowate dłonie i przyłożyła do swoich ciepłych ust.
- Rzeczywiście. Zrobię ci herbatę - zaproponowała. – I tak miło, że wpadłeś! – zawołała już z kuchni. 
- Rion jest w domu? – zapytał, gdy Hiroe postawiła przed nim kubek parującego napoju.
- Śpi jak zabita po treningu z Hidekim.
- A ty? Dlaczego nie śpisz?
- Nie mogłam zasnąć. Żadna nowość. – Hiroe usiadła na fotelu naprzeciwko, wpatrując się ciekawsko w oczy intruza. – Znowu coś spieprzyłeś?
- Nie – uciął krótko. – Potrzebuję pomocy. – Hiroe poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł przez krańce jej szyi. – W zasadzie to „my”, a nie ja. Ale masz u mnie dług, dlatego myślę, że to odpowiedni czas, abyś mogła go spłacić.
-  No tak. Po co Uchiha miałby odwiedzać mnie w środku nocy? Oczywiście, że czegoś potrzebuje albo chce wyrównać rachunki. Pod tym względem nigdy się nie zmienicie.
- Hiroe… - Shisui zawrzał gniewem. W jednej chwili znalazł się przy towarzyszce, opierając ramiona na jej nagich kolanach i bacznie mierząc ją wzrokiem. – Już o tym rozmawialiśmy, a ja nie lubię się powtarzać.
- Wystarczyłoby zwykłe „proszę”, sadysto.
- Do tego miałem przejść później. – Uchiha ochłonął nieco, odchylając się do tyłu i siadając na podłodze. – Ale nie mam czasu na przypominanie charakteru naszej relacji.
- W takim razie co masz mi do powiedzenia? - Hiroe spojrzała w stronę towarzysza, siląc się na wymuszony uśmiech.
- Wierz mi, że nie prosiłbym cię o to, gdybyśmy znaleźli inne rozwiązanie. Sasuke otruł się jakimś badziewiem. Itachi nie chciał, abyśmy mieszali cię w nasze sprawy, ale Mikoto i Fugaku chcieli nawet poprosić cię o pomoc osobiście. Zagadnąłem, że się tobą zajmę. Pół miasta nawet nie wie, że egzystujesz tu sobie w spokoju i harmonii.
Hiroe Nakamura, pierwszy raz od dłuższego czasu, poczuła ukłucie w okolicy serca, które nie było spowodowane alkoholem. Nie mogła mu odmówić – chyba nigdy nie byłaby w stanie go skrzywdzić, choć była pewna o przyszłych konsekwencjach takich poczynań. Rozdrapywanie starych ran nie było w jej stylu i sądziła raczej, że nigdy nie doświadczy już poczucia obowiązku.  
- Co się stało Shisui? Dlaczego przychodzisz z tym tylko do mnie? Konoszańska medycyna zmieniła standardy
- Jesteś Iryōninem. Lekarze stwierdzili jedynie zatrucie jakimś zielskiem. Sprowadzenie specjalisty zajmie trochę czasu, ale nikt nie jest pewny, ile czasu ma Sasuke. A ty jesteś na miejscu. I jesteś najlepsza.
- Jak to możliwe? Konoha charakteryzuje się dość łagodną roślinnością. Gdzie on to dorwał?
- Kilkaset metrów za płotem. Przynajmniej takie są przypuszczenia – mówił, pocierając palcami skronie. – Jest cały fioletowy. Przyniosłem zdjęcie, spójrz tylko. – Shisui podał Hiroe zmiętą fotografię. Chwyciła ją i obróciła w palcach, przymykając oczy. Nie chciała patrzeć na to zdjęcie nigdy więcej. Nigdy więcej nie chciała też otworzyć oczu. Dostała wiadomość.
- Robię to dla ciebie, Shisui. Ale nic nie będzie już takie jak dawniej.
- Wiem o tym. – Chłopak wstał i przygarnął Nakamurę do siebie. – Ale on też to kiedyś w końcu doceni… Na razie Itachi tutaj nie przyjdzie – mruknął.
- Nigdy nie sądziłam, że będzie inaczej, przyjacielu.



   Sasuke Uchiha leżał na szpitalnym łóżku mokry od spływającego potu. Jego policzki od wczoraj przybrały barwę niemalże bladopurpurową, a szare doły pod oczami stały się jeszcze bardziej wyraziste.
   Wszyscy naokoło bębnili tylko o tym, że mały Sasuke zakradł się późnym popołudniem za małą, drewnianą bramkę za domem i udał się na krótki, rozpoznawczy spacer, gdzie pochłonął jakieś nieznane nikomu świństwo.
   Była to bardzo ciekawa teoria – i chyba najbardziej ze wszystkich wiarygodna. Mikoto Uchiha zapomniała poprzedniego dnia o zamknięciu rudej od rdzy kłódki, więc mały, podekscytowany myślą o podróży w nieznane, bardzo chętnie przekroczył próg beztroskiego i bezproblemowego dzieciństwa, decydując się na dojrzałą i zapewne pełną przygód wędrówkę, która miałaby odciągnąć go od trosk życia codziennego jedynie na krótką, króciusieńką chwilę.
   Ostatecznie wędrówka ta odciągnęła go od trosk bardzo skutecznie – leżał teraz ledwo żywy, opatulony szczelnie puchową kołdrą w szpitalnym pokoju na piętrze, zaraz obok dyżurki pielęgniarek.
   Itachi Uchiha nie zauważył stojącej w drzwiach chudej brunetki, która wpatrywała się w niego olbrzymimi, brunatnymi ślepiami. Miała na sobie żółtą, brzydką sukienkę, zapinaną z tyłu na powyciągane guziki. Jej paznokcie, pomalowane na odcień przeterminowanych oliwek, wbijały się we framugę szpitalnych drzwi.
   Rion Nakamura była człowiekiem ciekawskim. Oczywiście, że była zainteresowana całym tym widowiskiem. To przecież Shisui odwiedził Hiroe w ich domu – widziała, jak pospiesznie znika za drzwiami poprzedniej nocy. Była więc pewna, że drogi ich wszystkich splotą się ponownie.
   Ruszyła przed siebie, nie oglądając się i nie zauważając wbitego w jej plecy, chłodnego wzroku Itachiego Uchihy.


~~

Cześć! Bardzo krótki wpis, ale to przejściowe - rozdział może ulec poprawkom. Zresztą będę pracowała nad nowym szablonem, który, być może, obudzi we mnie choć iskierkę weny twórczej. Czcionki na razie nie poprawiamy. Rozdział troszkę dla smaczku, jeszcze z nim popracuję. Spokojnego tygodnia! :)